2012|04|28

XIII Konferencja ds. Handlu i Rozwoju

Dr Marek Bańczyk występował w roli eksperta na UNCTAD XIII w Doha (Katar), w ramach Programu Kreatywnej Gospodarki ONZ.

2011|10|26

Start Konsorcjum Marki Poznań

Koncepcję projektu opracował Instytut IKER.

2011|04|05

Miasto Poznań super marką

Miasto Poznań otrzymało nagrodę dla najsilniejszej marki w Polsce, marki konsekwentnie budującej wizerunek otwartej i nowoczesnej metropolii.

PUBLIKACJE » [Gazeta Wyborcza] Organiczna potrzeba nowego organizmu

Marek Bańczyk, Jakub Mróz, Dariusz Śmiejkowski, "Gazeta Wyborcza"
Jeśli nic w Poznaniu się nie zmieni, będziemy regionalnym ośrodkiem przemysłowym, bogatym - ale bez większego znaczenia w Polsce. Nasza alternatywa to: ostro w górę albo powoli, ale nieuchronnie w dół.
Poznań staje się ofiarą własnego sukcesu z przeszłości. Zamachowe koło prężnej gospodarki przemysłowej nie wystarcza do osiągnięcia wysokiej pozycji w ostrej konkurencji miast XXI w. Mamy potencjał i szanse, aby z silnego ośrodka regionalnego zbudować metropolię w znaczeniu europejskim. Trzeba jednak precyzyjnie zdefiniować przede wszystkim nową ścieżkę rozwoju miasta, a dopiero potem - nowy wizerunek. Musimy zbudować pomost pomiędzy zasłużonym etosem pracy u podstaw a potrzebami gospodarki opartej na wiedzy i kreatywności. Najlepiej oddamy hołd naszym przodkom, przestając żerować na ich osiągnięciach.
Jest bardzo dobrze
Perspektywa rozwoju Poznania jest tematem bardzo niejednoznacznym, ale krytycznie ważnym, a obecna debata dryfuje niebezpiecznie w stronę plebiscytu: czy w Poznaniu jest dobrze, czy źle. Obrońcy obecnej polityki miasta mówią: nie jest tak źle - Poznań jest bogaty i wciąż się rozwija. Mają rację. Mają nawet więcej racji, niż demonstrują. W 2005 r. Poznań ponownie wyprzedził Kraków, mimo że w Krakowie mieszka 200 000 ludzi więcej! PKB na jednego mieszkańca wytwarzany w naszym mieście jest nie tylko wyższy niż w Krakowie, Wrocławiu czy Łodzi (o 80 proc.), ale również wyższy niż w Lipsku czy Dreźnie! Nasza produkcja przemysłowa (tzw. przetwórstwo przemysłowe) przerasta wszystkie duże miasta w Polsce (poza Warszawą) i nawet bez VW jest większa niż we Wrocławiu i Łodzi łącznie! Roczna wartość produkcji przemysłowej w Poznaniu i powiecie poznańskim wynosi 10 mld dolarów - co nawet na warunki zachodnioeuropejskie jest dużym osiągnięciem. Skumulowane nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw w ostatnich 10 latach, w przeliczeniu na mieszkańca, są u nas kilkakrotnie wyższe niż w jakimkolwiek dużym mieście w Polsce. W Poznaniu pracuje 235 000 ludzi, we Wrocławiu tylko 185 000. Nawet pięć kolejnych inwestycji klasy LG we Wrocławiu nie pozwoli mu dogonić Poznania ani w zatrudnieniu, ani pod względem wartości PKB.
Nasze miasto jako jedyne chyba w Polsce ma prawdziwe suburbium zróżnicowane pod względem funkcjonalnym, i co najważniejsze, tak samo bogate jak główna aglomeracja - w powiatach okalających Kraków ponad 50 proc. ludności to rolnicy, wokół Poznania - 10 proc.). Tak naprawdę Poznań i jego suburbium to jeden organizm miejski, w którym mieszka około 850 tys. ludzi. Jeżeli zmierzymy przyrosty liczby mieszkańców w aglomeracjach (miasto plus suburbium), to okaże się, że Poznań i Kraków (zaraz po Warszawie) rozwijają się najszybciej. Na przykład domów wolno stojących w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców buduje się u nas więcej niż w jakimkolwiek mieście w Polsce, uwzględniając też Warszawę. Mamy bogaty i zróżnicowany sektor kultury oraz coraz bardziej aktywną młodą scenę artystyczną. Posiadamy też najlepsze w kraju uczelnie (ex aequo z Krakowem i Warszawą), olbrzymią liczbę studentów i Stary Rynek, który pod względem witalności i koncentracji pubów jest ewenementem w skali Polski. Jest dobrze? Trudno zaprzeczyć. Jest bardzo dobrze.
Jest bardzo źle
Krytycy odpowiadają: tak dobrze nie jest. Poznań jest mało nowoczesny, mało widoczny w mediach i przegrywa bitwy o inwestycje i organizacje wielkich imprez.
Krytycy mają rację. Ba, mają więcej racji, niż demonstrują. Innowacyjność w przedsiębiorstwach wielkopolskich jest wyraźnie niższa od średniej krajowej. W Poznaniu nie powstają żadne centra kompetencyjne ani parki technologiczne skupiające wielkie firmy międzynarodowe, które mogłyby zapewnić transfer najnowszych technologii. Wartość PKB może być wysoka, ale wartość dodana wytwarzana w mieście i regionie (reprezentująca realny czysty dochód) jest niska. Niski jest również udział usług w PKB (przy wysokim udziale przemysłu), co jest cechą tradycyjnej gospodarki przemysłowej. Nawet w samej kategorii usługi - niebezpiecznie wysoki jest udział subkategorii: handel i naprawy, natomiast niski udział notują najważniejsze usługi: obsługa firm. W porównaniu z innymi dużymi miastami Poznań ma najwolniejszy przyrost wartości usług. Firmy budujące apartamentowce omijają Poznań, co jest oznaką braku wiary w nasze miasto. Poznań nie ma żadnego hotelu pięciogwiazdkowego, a po roku 2003 przestano budować nowe powierzchnie biurowe. W Polsce trwa boom lotniczy, a poznańskie lotnisko notuje najmniejszy przyrost spośród średnich i dużych miast. Nie pojawiają się tu żadne ważniejsze centrale firm i nie widać nowych inwestorów, mimo teoretycznie bardzo licznych atutów i wysokich pozycji w rankingach potencjału. Świadomość istnienia Poznania jako istotnego gracza w konkurencji wielkich miast nie występuje praktycznie nigdzie poza samym Poznaniem, a i tutaj - często ogranicza się do kombinacji dwóch popularnych przesądów: "i tak jesteśmy najlepsi" oraz "lepiej i tak nie możemy przez złośliwe knowania Warszawy".
Ta toksyczna mieszanka mitów wyraża jednocześnie puste samochwalstwo i realną niewiarę we własne siły. W artykułach przekrojowych wielkiej trójki tygodników społeczno-politycznych i prasy (zwłaszcza "Pulsu Biznesu") o miastach z tzw. grupy pościgowej (goniącej Warszawę) Poznań nie pojawia się wcale lub pojawia się na ostatniej pozycji. Artykuły monograficzne, obrazujące sukces pojedynczych aglomeracji, niemal zawsze są hymnem pochwalnym na cześć Wrocławia (pod znamiennymi tytułami, np. "Cud nad Odrą") lub Krakowa. Jeśli już w mediach pojawia się jakaś wzmianka o Poznaniu, brzmi np. tak: "Stolica Wielkopolski rekordzistą w sprowadzaniu starych samochodów" (onet.pl). Mimo bogatej oferty kulturalnej i jednej z najlepszych scen klubowych w skali ogólnopolskiej nasze miasto pozostaje w tych dziedzinach kompletnie nieznane. Od prezentacji tras koncertowych na MTV, poprzez omówienia wyników wyborów w ogólnopolskiej TV, po dyskusje na rozmaite popularne tematy na forach internetowych - Poznań jako istotny i wyróżnialny byt prawie nie występuje. A jeśli już - to nie w swojej teoretycznej klasie wielkości, tylko pod koniec szeregu miast dwu- -trzykrotnie mniejszych.
Poznań przegrywa notorycznie, mając atuty nierzadko dużo mocniejsze niż konkurenci. Co gorsza, nawet te przegrane są coraz słabiej zauważane przez resztę Polski. Poznań przestaje obchodzić media. Jest źle, a nawet bardzo źle.
Czy zdobędziemy miejsce w drugim szeregu?
Powyższe akapity zawierają argumenty równie prawdziwe i oparte na tych samych źródłach, a prowadzą do przeciwnych wniosków. Sytuacja Poznania jest i dobra, i zła naraz. Co więcej - jest ona ekstremalnie zła i dobra. Na tak zarysowanej osi dyskusji nie da się zbudować spójnych konkluzji. Dlatego proponujemy inną linię rozumowania.
Kluczowym pojęciem umożliwiającym zrozumienie i wyciągnięcie wniosków z obecnej sytuacji jest, naszym zdaniem, hierarchia miast. Hierarchia miast powstaje w wyniku nałożenia się rzeczywistych cech miast, ich prawdziwego potencjału i zasobów oraz stereotypów, emocjonalnych i racjonalnych obrazów, a nawet oczekiwań ukształtowanych w zbiorowej świadomości, czyli w świadomości inwestorów, turystów, polityków, studentów i innych grup społecznych determinujących rozwój. Hierarchia miast jest jednocześnie wynikiem konkurencji miast, jak i - po przekroczeniu pewnej masy krytycznej - czynnikiem determinującym wyniki walki, co przypomina samospełniającą się przepowiednię. Hierarchia miast pozwala wyjaśnić, dlaczego Frankfurt nad Menem pełni nieporównywalnie więcej ważnych ponadregionalnych funkcji niż podobnej wielkości Dortmund. Nie zależy ona ani wyłącznie od bogactwa, ani od liczby mieszkańców miasta. Zależy m.in. od typu rozwoju danego miasta, jego cech charakterystycznych i siły, z jaką zostaną one utrwalone w świadomości grup społecznych. Między pozycją w hierarchii a dalszym rozwojem miasta najczęściej zachodzi sprzężenie zwrotne dodatnie: miasta osiągające wysoką pozycję rozwijają się lepiej i szybciej, przez co jeszcze bardziej umacniają swoją pozycję i tak da capo al fine.
W Polsce do 1989 r. hierarchia miast była nieistotna, bo miasta nie mogły myśleć w kategoriach walki konkurencyjnej. Przez następną dekadę - właściwie nie musiały. W powstałej pustce hierarchicznej Warszawa zdobyła niemal automatycznie nie tylko pierwszą pozycję, ale obszar normalnie zarezerwowany dla dwóch lub trzech poziomów hierarchii. Walka o pozycję na drugim poziomie, której początki od kilku lat obserwujemy, jest o tyle ważna, że jej wynik zdeterminuje możliwości rozwoju miast nie na następne 10 lat, lecz na 50 lub więcej. Żadne miasto w Polsce nie osiągnęło jeszcze statusu tzw. bieguna wzrostu drugiego rzędu, choć najbliżej jest Kraków, a najszybciej zdaje się zbliżać Wrocław. Poznań stoi przed bardzo ważnym pytaniem, na które niedbała odpowiedź lub jej brak może nas bardzo drogo kosztować: Jaką pozycję chcemy w tym wyścigu zająć? Na razie nasze miasto zmierza statecznym krokiem w stronę pogranicza trzeciej i czwartej ligi w przyszłej hierarchii. Prężny mechanizm cichego rozwoju, oparty na skromności, pracowitości i wydajności produkcji przemysłowej, działał dobrze nie tylko w XIX w., ale i przez większość wieku XX. To właśnie nas uśpiło. Dłużej jednak na osiągnięciach naszych organiczników nie możemy żerować. Jeśli nic się nie zmieni, będziemy regionalnym ośrodkiem przemysłowym, bogatym - ale bez większego znaczenia w Polsce, przyciągającym raz po raz inwestycje w postaci coraz bardziej archaicznych przemysłów. Pozostaniemy też, jak obecnie, miastem ideowej autarkii. Cechą metropolii jest import idei z bardzo daleka, przetwarzanie ich i eksport równie daleko lub dalej. Poznań generuje idee we własnym zakresie, przez siebie i dla siebie, dlatego tak szybko uciekają nam absolwenci uczelni, a firmy nie lokują tutaj swoich centrali ani jednostek badawczych. W ten sposób nie uda się nawet utrzymać obecnej pozycji. Nasza alternatywa to: ostro w górę albo powoli, ale nieuchronnie w dół.
Uważamy, że w Polsce jest miejsce dla 2-3 miast na poziomie metropolii europejskich, czyli Frankfurtu, Barcelony, Lyonu. Poznań ma naturalne predyspozycje i potencjał, aby stać się polskim odpowiednikiem jednego z nich. Musimy stworzyć nową wizję dla Poznania i Wielkopolski, która jednocześnie: 1) sprecyzuje nowy, postindustrialny mechanizm rozwoju, 2) wykorzysta istniejące zasoby i tradycje, 3) umożliwi wykreowanie jednoznacznie wyjątkowego, nowoczesnego wizerunku dającego nową siłę naszej tożsamości regionalnej, 4) zapewni spójność pomiędzy nowym wizerunkiem a realnym, nowym mechanizmem, 5) zwiększy otwarcie miasta na kraj i świat i zwielokrotni zasięg jego oddziaływania.
O etosie nie zapominajmy
Są to trudne warunki, ale możliwe do spełnienia. Wychodzimy z założenia, że autodiagnozę należy stawiać ze skromnością, a cele formułować z odwagą. Z niejasnych względów, w Poznaniu często bywa odwrotnie. Zauważmy też, że sztandarowych dziedzin gospodarki opartej na wiedzy jest raptem kilka i żadna z nich nie została jednoznacznie wykorzystana gdzie indziej. Więcej w tym otwartym artykule powiedzieć nie możemy. Tymczasem proponujemy, aby nie tworzyć chaotycznie lepszych czy gorszych wizerunkowych bytów ponad potrzebę. Marka terytorialna, to nie hasło i logotyp, tylko skomplikowana osobowość - zespół unikalnych cech związanych z realnymi i widocznymi społecznie zasobami miasta. Marki nie da się wypreparować w oderwaniu od sedna. Dopóki owo sedno, zwłaszcza - nowy mechanizm rozwoju - nie jest sprecyzowane, nowe hasła są tylko dekretem bez pokrycia.
Jeżeli chcemy, by etos Wielkopolan nie stał się przedmiotem pogadanek muzealnych, a w końcu - by ślad o nim zaginął, nie powinniśmy ograniczać się do jego odkurzania. "Tęsknota za etosem", tak trafnie zdiagnozowana w antologii "Etos Wielkopolan" pod red. prof. Witolda Molika, jest silna nie tylko wśród elit, ale wśród wszystkich warstw społecznych. Widać ją na stadionie, w knajpie, w tekstach hiphopowców. Jednakże za jakiś czas ta tęsknota się wyczerpie. Wielkopolskość i poznańskość może być naszą realną dodatkową bronią w gospodarce XXI w., ale trzeba tchnąć w te terminy nową treść i nowe życie. Świeżą krew. Etosowi potrzebna jest reaktywacja, odrodzenie w nowym organizmie, a nie - ekshumacja. Nie jest z drugiej strony prawdą, że etos musi nam w XXI w. zawadzać. Etos wielkopolski to obecnie nasza jedyna (a i tak szczątkowa) unikalność. Nie marnujmy jej.
Zauważmy na końcu, że sukcesy naszych wielkich Marcinkowskich i Cegielskich, których dalekie konsekwencje wciąż eksploatujemy, powstały w XIX wieku, a na owe czasy były działaniami skrajnie nowoczesnymi i odważnymi. Nasi organicznicy nie zapatrywali się nostalgicznie w wiek np. XVII, więc my - nie powinniśmy w XIX. Oni byli realistami, ale jednocześnie wizjonerami i osiągnęli sukces dzięki śmiałości i konsekwencji, a nie dzięki umiarkowanym kroczkom we - w miarę dobrym - kierunku co jakiś czas. Dali przykład, jak mierzyć wysoko i osiągać jeszcze więcej. Kolej na nas.

© Design by Besquare | powered by Design`94.pl